Ciao wszyscy czytelnicy! :)
Nie było nas tu dłuższą chwilę, ale to wszystko przez nadmiar obowiązków i rozwój choroby naszej cywilizacji - braku czasu. Jednak już jesteśmy ze świeżutkim postem-relacją z wypadu do Krakowa w ramach działalności naszego kółka j.włoskiego. Odkrywaliśmy to wspaniałe miasto na nowo, po drodze szukając włoskich akcentów i inspiracji...Zapraszamy! :)
(Po stronie ekranu GigiBax, ale przeżycia i wiele obserwacji zawartych w naszej relacji są wspólne)
Więc postanowiłam absolutnie wykorzystać tytuł postu, którego z kolei wymyślił Expecto.
By łatwiej się czytało i by spójności nie brakowało ("Sama rymuję, zaraz zwariuję") podzielę więc relację na tematy-zmysły, bo rzeczywiście wszystkie zostały wczoraj w pełni wykorzystane :)))
WZROK
Kraków zawsze zachwyca swoim klimatem. To mieszanka historii, kultury, ale też nowoczesności i oczywiście studenckiego. Wszystko to składa się na to, że Kraków jest miastem bardzo atrakcyjnym. Nawet o porannej porze na krakowskim rynku przechadzają się turyści. Przez rynek przechodziliśmy z dworca, koło którego w tunelu można spotkać stoisko z tanimi, starymi książkami. Taki mini-antykwariat od zaraz >>> to dla wszystkich książkoholików. Potem minęliśmy piękny teatr Słowackiego, kilka uliczek z kamienicami, a więc tych moich ulubionych, żeby w końcu przejść przez rynek i powędrować do Jamy Michalika - która jako jedna z niewielu zachowanych restauracji-kawiarni zachowała swój pierwotny wygląd sprzed wielu lat, a w tym przypadku ponad stu. Tam powstał też pierwszy polski kabaret "Zielony Balonik", a dzieła tworzyli m.in. Stanisław Wyspiański czy Karol Frycz. Byłam tam pierwszy raz i zarówno mnie jak Expecto i Susan (bowiem Pani Aurora była niesłychanie zorientowana, ale wciąż zauroczona) zachwyciło wnętrze. My siedzieliśmy w zielonej sali i podziwialiśmy taki oto widok:
Nie było nas tu dłuższą chwilę, ale to wszystko przez nadmiar obowiązków i rozwój choroby naszej cywilizacji - braku czasu. Jednak już jesteśmy ze świeżutkim postem-relacją z wypadu do Krakowa w ramach działalności naszego kółka j.włoskiego. Odkrywaliśmy to wspaniałe miasto na nowo, po drodze szukając włoskich akcentów i inspiracji...Zapraszamy! :)
(Po stronie ekranu GigiBax, ale przeżycia i wiele obserwacji zawartych w naszej relacji są wspólne)
Więc postanowiłam absolutnie wykorzystać tytuł postu, którego z kolei wymyślił Expecto.
By łatwiej się czytało i by spójności nie brakowało ("Sama rymuję, zaraz zwariuję") podzielę więc relację na tematy-zmysły, bo rzeczywiście wszystkie zostały wczoraj w pełni wykorzystane :)))
WZROK
Kraków zawsze zachwyca swoim klimatem. To mieszanka historii, kultury, ale też nowoczesności i oczywiście studenckiego. Wszystko to składa się na to, że Kraków jest miastem bardzo atrakcyjnym. Nawet o porannej porze na krakowskim rynku przechadzają się turyści. Przez rynek przechodziliśmy z dworca, koło którego w tunelu można spotkać stoisko z tanimi, starymi książkami. Taki mini-antykwariat od zaraz >>> to dla wszystkich książkoholików. Potem minęliśmy piękny teatr Słowackiego, kilka uliczek z kamienicami, a więc tych moich ulubionych, żeby w końcu przejść przez rynek i powędrować do Jamy Michalika - która jako jedna z niewielu zachowanych restauracji-kawiarni zachowała swój pierwotny wygląd sprzed wielu lat, a w tym przypadku ponad stu. Tam powstał też pierwszy polski kabaret "Zielony Balonik", a dzieła tworzyli m.in. Stanisław Wyspiański czy Karol Frycz. Byłam tam pierwszy raz i zarówno mnie jak Expecto i Susan (bowiem Pani Aurora była niesłychanie zorientowana, ale wciąż zauroczona) zachwyciło wnętrze. My siedzieliśmy w zielonej sali i podziwialiśmy taki oto widok:
(Jama Michalika)
Włoski akcent: wypiliśmy cappucino, może troszkę za szybko, no ale... :)
DOTYK
Po wizycie w Jamie Michalika Expecto, Susan i Pani Aurora pomogli mi w spełnianiu marzeń.
Realizuję pewien wspólny projekt filmowy i potrzebowałam ujęcia dziewczyny organizującej akcję "FREE HUGS" - jeśli ktoś jeszcze nie o tym nie słyszał - darmowe przytulanie :) jest to działanie, które polepsza humor przytulającemu i przytulanych. Bo przytulańce dają radość. I taką radość postanowiliśmy roznosić nawet po nakręceniu sceny. Po prostu szłam z kartonem z napisem "FREE HUGS" (bo spacerowaliśmy tu i tam) i czekałam na reakcje ludzi. Zaskoczyła mnie otwartość obcokrajowców i powściągliwość, a przede wszystkim to pełne zażenowania spojrzenie Polaków. Tak łatwo było to rozróżnić. Raz nawet uroczy staruszkowie z Irlandii zrobili sobie z nami zdjęcie, mówiąc, że nie widzieli tu jeszcze czegoś takiego. Nie dość,że zdjęcie, to wszystkich nas porządnie wyprzytulali i zapewnili o zamieszczeniu zdjęcia na facebooku. Bijąca od nich energia została nam podczas tego przytulańca z pewnością przekazana. Ze strony Wawela, gdzie się wybraliśmy, wróciliśmy jeszcze bardziej szczęśliwi, z większą odwagą do rozdawania "FREE HUGS" :)))
(Expecto)
Włoski akcent: Hmmm, "FREE HUGS" dostały dziewczyny z melodyjnym, romańskim akcentem w angielskim, były to więc Hiszpanki lub Włoszki :) Minęliśmy też restaurację "Milano"...!
SŁUCH
Niewątpliwie przyjemnie słuchało się nam muzyki puszczanej w Jamie Michalika, a także ulicznych grających, którzy pojawili się pod koniec dnia... ale jeśli chodzi o akcenty włoskie, tu niewątpliwie trzeba powiedzieć o kawiarence "Bona" w okolicach Wawelu, na ul. Kanonicznej. To kawiarnio-księgarnia o bardzo przytulnym klimacie. Ma chłodną salę podziemną, więc latem musi być ona niesłychanym ukojeniem dla odwiedzających. Oprócz tego masa książek - od filozoficznych po bajki o włosach (jedna pozycja była niesłychanie nietypowa)... i pyszna herbata - myślę, że możemy z Panią Aurorą polecić tę "Mnicha" z lawendą... ;) więc czego słuchaliśmy? Właśnie włoskiego! I to w moim szalonym wydaniu! Wzięłam ze sobą rozmówki i próbowaliśmy uczyć się przy herbacie. Gdyby tak wyglądała nauka w szkole, zapewniam, chodziłabym tam dużo chętniej.
Na pewno te wyrażenia zapamiętam już na długo, a mianowicie:
- grande - duży/a
- tisana - herbata ziołowa
- E vero - To prawda.
("Bona")
Włoski akcent: nauka języka + minięcie (ale już nie pamiętam na której ulicy) zawieszonej włoskiej flagi :) i oczywiście boska muzyka w restauracji "Marcello", o której więcej jest poniżej...
SMAK I WĘCH
Najlepsze zostawiłam sobie na koniec :D
Dzięki temu wyjazdowi byłam w miejscu tak bajkowym, że postanowiłam stworzyć o nim króciutki filmik. Mam nadzieję, że zachęci Was to do odwiedzenie niezwykłej restauracji "Marcello" znajdującej się na Rynku Głównym :)
Byliśmy tam praktycznie sami, ale jak zapewnił nas kelner - tylko ze względu na dzień i jego porę.
Jedzenie było przepyszne i pięknie podane. A jedliśmy: (bo nie wszystko łatwo wywnioskować ze zdjęć)
Ja i Susan pizzę parmeńską (!), Aurora grillowanego łososia na liściach szpinaku z opiekanymi ziemniaczkami, a Expecto również łososia ale z dodatkiem grillowanych warzyw. Pachnie i smakuje naprawdę bosko. Później, tak żeby wypełnić każde miejsce w żołądku, udaliśmy się do sali bardziej "deserowej" i spałaszowaliśmy dwa tradycyjne włoskie desery: pannę cotte i tiramisu w towarzystwie caffe latte. Włoskie akcenty - chyba nie muszę pisać nic więcej... :)
Do domu wróciliśmy oczywiście później, niż planowaliśmy, bo wycieczka była niezwykła. Rzeczywiście mogliśmy poznawać świat każdym zmysłem, w świetnym towarzystwie i za sprawą pięknej pogody. Akcentów włoskich w takim mieście jak Kraków jest na pewno więcej i odkryjemy je miejmy nadzieję niedługo :) sądzę, że podzielimy się nimi również tutaj :)
Osobiście uważam wczorajszy dzień za jeden z najmilszych jakie mi się przytrafiły... <3 <3 <3
Myślę, że podobnie miłe wrażenia ma reszta... :
PANI AURORA:
Cudowna wycieczka, lepiej być nie mogło!
Świetne miejsca, przesympatyczni, wspaniali, kulturalni młodzi ludzie, idealna atmosfera :)
Mnóstwo śmiechu i pozytywnej energii, a przy tym wiele przydatnych informacji.
Pomiędzy wąskimi uliczkami włoskie zauroczenie.
A na deser obłędne latte! Czego chcieć więcej?
Szkoda, że to tak krótko trwało...
SUSAN:
To był jeden z
najlepszych dni od dłuższego czasu. Dzień spędzony w gronie
przyjaciół z przewijającymi się na każdym kroku elementami
włoskiej kultury i kuchni. Piękne miejsca i mnóstwo pozytywnych
emocji. Może myślicie, że to nic nadzwyczajnego, ale co może dać
więcej szczęścia niż wspólny wyjazd z przyjaciółmi do tak
cudownego miasta, jakim jest Kraków. No i jeszcze ta spontaniczna
akcja Free Hugs. Coś niesamowitego! Wszystko to dało mi zastrzyku
energii i pozytywnych myśli na kolejny tydzień. Z całego serca
polecam każdemu, taki wyjazd.
EXPECTO:
W zupełności dołączam się do wszystkich słów już powiedzianych!
Był to zdecydowanie jeden z najmilszych dni mojego dotychczasowego życia...
Ale niestety nie ma niczego, gdzie nie znalazły by się minusy... I muszę się podzielić także tym jedynym nieco smutnym odczuciem. A zauważyliśmy to już na początku naszej wycieczki po wspaniałym Krakowie. Otóż wszystkie miejsca, które dla nas były wspaniałe, niepowtarzalne i wyjątkowe, dla innych były widocznie niczym. Mam na myśli głównie klimatyczną Jamę Michalika, która była pusta. Ten skarb narodowy, zaliczany do piętnastu najpiękniejszych zabytkowych kawiarni
Był to zdecydowanie jeden z najmilszych dni mojego dotychczasowego życia...
Ale niestety nie ma niczego, gdzie nie znalazły by się minusy... I muszę się podzielić także tym jedynym nieco smutnym odczuciem. A zauważyliśmy to już na początku naszej wycieczki po wspaniałym Krakowie. Otóż wszystkie miejsca, które dla nas były wspaniałe, niepowtarzalne i wyjątkowe, dla innych były widocznie niczym. Mam na myśli głównie klimatyczną Jamę Michalika, która była pusta. Ten skarb narodowy, zaliczany do piętnastu najpiękniejszych zabytkowych kawiarni
ŚWIATA, miejsce gdzie rodził się Duch Młodej Polski, gdzie widać, słychać i czuć historię... Był omijany przez ludzi lgnących do znajdującej się obok popularnej restauracji fastfood... Czy dla Was nie jest smutny ten brak świadomości Polaków? Ta niewiedza? Nie chcę nikogo obrażać, ale zastanówcie się nad tym... I jeszcze jeden smutny fakt.... Spośród wszystkich, którzy skorzystali z FREE HUGS tylko dwie osoby, a dokładnie para, były z Polski... Smutne...
A co do Jamy Michalika.. Przy wejściu do zielonej sali znajduje się scena, gdzie sto lat temu Polacy podziwiali pierwszy kabaret. W związku z naszymi artystycznymi duszami nie mogliśmy się z Susan powstrzymać przed przedstawieniem chociaż krótkiej improwizacji. Magia tego miejsca naprawdę uderza do głowy <3
I co moim zdaniem bardzo ważne, odwiedziliśmy także zauważony zupełnie przypadkiem sklep na ulicy Grodzkiej. Ba! Nie sklep, a najwspanialszą na świecie, ogromną księgarnię, gdzie wszystkie książki są sążnie przecenione. Oczywiście każdy wyszedł ze zdobyczą wydobytą z wielkich stosów. Zapraszam tam wszystkich!!!
W tym dniu nawet jazda busem nie była nudna!
Już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu w gronie prawdziwych przyjaciół, w poszukiwaniu najbardziej klimatycznych, choć często niepozornych miejsc... Niezapomniany dzień... ♥ ♥ ♥
Ps.: Jeżeli spotkacie kiedyś w Krakowie cztery osoby nie mogące przestać głośno rozmawiać o Włoszech, książkach i ooo... W sumie to o niczym :D Z kamerą w ręce i kartonem z napisem "FREE HUGS", wiedzcie, że to my! I pokażcie, że nie jesteście sztywni jak reszta społeczeństwa! I przytulajcie! Róbmy cokolwiek, żeby zmieniać nasz kraj na coraz lepszy!
Pozdrawiam! Buziaczki :*
To ja też pozdrawiam i zachęcam wszystkich do wycieczek i eksplorowania naszego pięknego świata! <3

























